XVII. DYNAS Z LIDANU - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Niebawem orszak ukazał się na drodze. Najpierw świta króla Marka. Ciągną w pięknym porządku intendenci i kwatermistrze, kucharze i podczaszowie, ciągną kapelani, ciągną psiarkowie wiodącycharty i ogary, potem sokolnicy niosący ptaki na lewej pięści, potem łowczowie, potem rycerze i baroni; jadą sobie pomalutku, w pięknym ordynku, parami. Lubo jest widzieć ich bogato odzianych, na koniach o aksamitnych rzędach, wysadzanych kosztownościami. Potem przejechał król Marek; Kaherdyn cudował się widząc zaufanych jego jadących obok, dwóch po prawicy, dwóch po lewicy - wszystkich odzianych w złotogłowia i szkarłaty.

Z kolei wysunął się orszak królowej. Dziewczęta służebne od bielizny i pokojów jechały przodem, potem żony i córki baronów i hrabiów. Ciągną jedna za drugą, sznurkiem; młody kawaler towarzyszy każdej z nich. Wreszcie nadjeżdża rumak i niesie jeźdźczynię, piękniejszą od wszystkich, jakie kiedykolwiek Kaherdym oglądał na oczy: pięknie ukształtowaną na ciele i licu, w miarę szeroką w biodrach, z pięknie naznaczonymi brwiami, śmiejącymi się oczyma, drobnymi ząbkami; okrywa ją suknia z czerwonego atłasu, misterny łańcuszek ze złota i kamieni zdobi jej gładkie czoło.

- To królowa - rzekł Kaherdyn po cichu.

- Królowa? - rzekł Tristan. - Nie, to Kamila, jej służebna.

Wówczas nadjeżdża na karym rumaku inna pani, bielsza niż śnieg lutowy, różowsza niż róża; jasne jej oczy migocą niby gwiazda w źródle.

- Ha, widzę ją, to królowa! - rzekł Kaherdyn.

- Ej, nie - rzekł Tristan - to Brangien, wierna służka.

Wtem droga rozjaśniła się, jak gdyby słońce spłynęło nagle przez listowie wielkich drzew, i ukazała się Izold Jasnowłosa. Diuk Andret - niech go Bóg pohańbi! - jechał po jej prawicy.

W tejże chwili wzniósł się z krzaka głogowego śpiew piegży i skowronka: Tristan wkładał w tę melodię całą swoją tkliwość. Królowa zrozumiała poselstwo przyjaciela. Spostrzegła na ziemi gałązkę leszczyny, w której tkwi mocno pęd wiciokrzewu, i myśli w sercu: "Tak i z nami, przyjacielu; ani ty beze mnie, ani ja bez ciebie." Zatrzymuje rumaka, zsiada i podchodzi ku klaczy, która nosiła na sobie budkę bogato ozdobioną kamieniami; tam, na purpurowym kobiercu, spoczywał piesek Miluś. Bierze go w ramiona, głaszcze dłonią, pieści krajuszkiem płaszcza z gronostajów, świadczy mu wszelką czułość. Następnie, złożywszy pieska z powrotem w kołyskę, obraca się w stronę głogowego krza i powiada głośno: Ptaszyny tego lasu, któreście mnie oweseliły piosnką, biorę was w najem. Podczas gdy mój pan Marek będzie jechał aż do Białej Równi, ja zatrzymam się w zamku Świętego Łubina. Dążcie tam za mną, ptaszyny: dziś wieczór nagrodzę was sowicie jako dobrych minstrelów.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 - 


  Dowiedz się więcej
1  Problematyka „Dziejów Tristana i Izoldy”
2  Motyw władcy w „Dziejach Tristana i Izoldy”
3  Charakterystyka Izoldy



Komentarze
artykuł / utwór: XVII. DYNAS Z LIDANU







    Tagi: