VI. WIELKA SOSNA - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
I oddaliwszy się pozwolili mu do syta trawić jad trucizny.

Król Marek nie mógł się otrząsnąć ze złego uroku. Wbrew sercu, on znowu śledził siostrzeńca, śledził królowę. Ale Brangien przejrzała to, ostrzegła ich i daremnie król starał się doświadczyć Izoldę podstępem. Zmierził sobie niebawem tę szpetną walkę; rozumiejąc, iż nie zdoła już wygnać podejrzenia, przywołał Tristana i rzekł:

- Tristanie, oddal się z zamku; skoro go opuścisz, nie waż się już przestąpić tych bram i szranków. Niegodziwcy obwiniają cię o ciężką zdradę. Nie pytaj, nie mógłbym powtórzyć ich poduszczeń bez hańby dla nas obu. Nie szukaj słów dla uspokojenia mnie, czuję, iż zostałyby daremne. Nie wierzę oskarżycielom; gdybym wierzył, żali nie byłbym cię już wydał na śmierć haniebną? Ale ich złośliwe podszepty zmąciły mi serce; jedynie twój odjazd zdoła je ukoić. Jedź; bez wątpienia przywołam cię niebawem; jedź, synu mój, zawsze mi drogi!

Skoro zdrajcy usłyszeli nowinę: "Odjechał - mówili między sobą - odjechał ten czarownik wypędzony jak łotr! Cóż on może począć z sobą teraz? Ani wątpić, przeprawi się za morze, aby szukać przygód i zanieść swe niewierne służby jakiemu dalekiemu królowi."

Nie, Tristan nie miał siły odjechać; kiedy minął mury i fosy zamkowe, poznał, iż nie potrafi więcej się oddalić. Zatrzymał się w samym mieście Tyntagielu, zajął gospodę z Gorwenalem w domu mieszczanina i charlał tam, dręczony febrą, bardziej sięgnięty w serce niż niegdyś w dniach, gdy oręż Morhołta zatruł mu był ciało. Niegdyś, kiedy leżał w szałasie wzniesionym nad brzegiem morza i kiedy wszyscy umykali przed zaduchem jego ran, trzech ludzi bodaj wspomagało go: Gorwenal, Dynas z Lidanu i król Marek. Teraz Gorwenal i Dynas trwali jeszcze przy jego wezgłowiu, ale król Marek nie przychodził. Tristan wzdychał; "Wierę, miły wuju, ciało moje wydaje smród bardziej odrażającej trucizny, oto i miłość twa nie zdoła już pokonać wstrętu."

Ale bez odpocznienia, w żarze gorączki, żądza ciągnęła go niby rozhukanego konia ku szczelnie zamkniętym wieżycom, które dzierżyły w zamknięciu królową. Koń i jeździec kruszyli się o mury z kamienia; ale wraz koń i jeździec podnosili się i podejmowali na nowo tę samą gonitwę.

Poza szczelnie zamknionymi wieżycami Izold Jasnowłosa usycha także, jeszcze bardziej nieszczęśliwa. Wśród obcych, którzy ją śledzą, trzeba jej cały dzień udawać śmiech i wesele, w nocy zaś trzeba jej trwać nieruchomo wyciągniętej przy boku króla Marka i przezwyciężać drgania członków i dreszcze gorączki. Chce uciekać ku Tristanowi. Zdaje się jej, że wstaje i biegnie aż do drzwi; ale na ciemnym progu zdrajcy ustawili wielkie kosy: wyostrzone i złośliwe klingi chwytają w przechodzić delikatne kolana. Zdaje się jej, że pada i że z podciętych kolan tryskają dwie czerwone fontanny.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 - 


  Dowiedz się więcej
1  Czas i miejsce akcji „Dziejów Tristana i Izoldy”
2  „Dzieje Tristana i Izoldy” – problem autorstwa utworu
3  Wzorzec parenetyczny miłości fatalnej



Komentarze
artykuł / utwór: VI. WIELKA SOSNA







    Tagi: